Przede wszystkim - ustal ze swoją, kiedy chcecie przyjmować gości. Raz w tygodniu?
Raz w miesiącu?
Ona ma potrzebę częściej się spotykać ze swoją rodziną, to niech jeździ do nich, chociaż ja jestem z tych rodzinnych ludzi i lubię gościć swoich - czy to rodzinę, czy znajomych.
Zawsze tak jest, że ktoś coś sugeruje, czy to z dobrej woli, czy z racji bycia potrzebnym albo…
z racji bycia iście rzekomo nieomylnym.
Ale na chuj sobie zawracać głowy czyimiś intencjami, których weryfikacja bardzo długooo trwa.
Skoro to Twoje mieszkanie, dziewczyna w żaden sposób nie dołożyła się do zakupu, czy wyposażenia mieszkania, to po co się spinasz? Twoje to Twoje, dlatego - jeśli czytacie to kobitki - zawsze trzeba coś wnieść materialnego w mieszkanie, bo potem to i mysz pod miotłą będzie miała więcej do powiedzenia! Na ciul mieszkać w miejscu, w którym nie ma się prawa o niczym decydować…
A teścia kiedy zaproś na wódeczkę, może naprawdę chłopina czuje się jak piąte koło u wozu bez roboty i chciałby Wam jakoś pomóc? Może nie ma z Tobą takiego bezpośrednio kontaktu, bo może oboje sobie narzuciliście oficjalne podejście do siebie, więc swobodniej mu z córką pogadać?
U mnie, była i jest inna sytuacja.
Mąż z totalnej biedy. Długo się dorabialiśmy, kosztem płodności i w sumie wszystkiego.
Nienawidzę tego etapu dziadowania.
Na początku miałam otrzymać ojcowiznę i zajmować się rodzicami na starość.
W domu rodzinnym o wszystkim decydowałam ja i mój ojciec.
Ustalenia, czyli wola rodziców, się zmieniły.
Od rodziców otrzymałam pieniądze na wkład własny na mieszkanie.
Razem z mężem wzięliśmy kredyt hipoteczny.
O wyposażeniu my decydowaliśmy.
Wiadomo, moi rodzice chcieli dobrze, więc dużo sugerowali przy kawie. Na tym się kończyło. Niektóre sugestie były spoko.
Z kolei mój mąż nie jest majsterkowicz, więc sory - ale o sposobie napraw, małego liftingu decydowałam ja w oparciu o wiedzę mojego ojca, braci, czy fachowców.
Długo miałam żal o to, że mąż jest w tym tak bierny, ale obecnie po prostu sobie tym gitary nie zawracam. Działam i tyle.
Raczej to my jesteśmy częściej w odwiedzinach u dziadków, bo wieś, bo córkę musimy na godzinę podrzucić, by coś załatwić, czy doglądnąć gospodarstwa, gdy dziadkowie w rozjazdach.
Mama swobodnie porusza się po naszym mieszkaniu, bo zostając z naszą córką, nam posprząta, ugotuje.
Tak samo w moim domu rodzinnym, też swobodnie się poruszamy, bo też się im ogarnie, gdy kogoś nie ma przez cały dzień.