azagoth a co to znaczy “mieć w sobie wiarę w ludzi”?
Chodzi mi o to, czy widzisz po sobie, ze fakt, ze ktoś bliski wbił Ci ‘nóż w plecy’ sprawia, że nie spodziewasz się by w relacjach ludzkich mogło CIę jeszcze spotkać dobro od innych ludzi? Czy też w ogóle nie przekłada się to u Ciebie na postrzeganie innych?
Mam jeszcze jedno pytanie: czy w Twoim światopoglądzie rozwód ‘kończy’ definitywnie przysięgę małżeńską?
@Themotha
Tak, ja też się kiedyś nie spodziewałam, że człowiek tak bardzo się zmienia przez lata. Ale chyba zostaje jakiś core w człowieku na którym można budować. Mam w rodzinie fajne małżeństwa 50+ takich ludzi którzy od początku jakoś do siebie ‘pasowali’
YO-l-ON Stawanie się lepszym w relacji z kobietą, lub w związku z taką relacją może być spowodowane np
Opowiem Ci historie z mojego podwórka. Moj znajomy (który ogólnie jest dobrym człowiekiem) w młodości strasznie się łajdaczył, ogólnie był z niego taki typ Casanovy, nie wchodził w żadne związki, sam czysty seks często gęsto. I pewnego dnia poznał dziewczynę, ładną ale zwyczajną z urody (tak więc można odrzucić argumenty, że myślał nie tą ‘główka’), fajną i dobrą ale ultrakatoliczkę. Zakochał się po uszy. Ona miała prosty warunek: zero seksu przed ślubem. On się ogarnął i się ożenili ;D
YO-l-ON Niełatwa to nauka i czasem dużo kosztuje, ale nikt nam lepiej nie pokaże od kobiety, gdy jesteśmy zaangażowani, co tam w nas w środku siedzi.
Ogólnie jest chyba tak, ze tylko w relacji z innymi człowiek może poznać sam siebie. Ja przynajmniej tak to widzę. Chyba, że to co napisałeś ‘ nikt lepiej nie pokaże od kobiety’ to była uszczypliwość - jak tak to sorry, ze nie załapałam 😛