Sorry @azagoth, że Ci nie odpisałem na wiadomość - nie zaglądałem tu i nie miałem świadomości, że napisałeś.
Już nadrabiam zaległości.
azagoth Tutaj poproszę o rozwinięcie bo qwa nie rozumiem jak te dwa zdania mają komukolwiek przypiąć łatkę lewaka?
Chodziło mi o sposób ustawienia przez Ciebie tej dyskusji - stawiasz pytania w formie alternatywy „albo zgadzasz się ze mną albo bronisz X”, a to przecież nie jest jednoznaczne. Weźmy choćby tą kwestię dotyczącą licznika - masz bardzo jasno sprecyzowane stanowisko w tej sprawie (co - żeby było to jasne - nie jest dla mnie czymś “złym”, każdy ma prawo do własnych preferencji), ale myślę, że ludzie mogą tą kwestię oceniać bardzo różnie - z pewnością są faceci, którzy nie zwracają uwagi na “przebieg” kobiety, w ogóle o to nie pytają na randkach, a są i tacy, którzy wręcz cenią doświadczone babki w łóżku. Byłe gwiazdy porno czy prostytutki też potrafią znajdować sobie partnerów - ba, myślę, że wiele z nich nie narzeka na powodzenie. Często nawet aktywne prostytutki czy “masażystki” mają stałych partnerów czy wręcz mężów, ludzie potrafią tkwić dobrowolnie w otwartych związkach, swingować, dawać sobie przyzwolenia na zdrady - taka jest rzeczywistość czy jak nazwiemy to inaczej, redpill. I jest to wbrew pozorom dużo powszechniejsze niż się ludziom wydaje - ludzie bardzo kłamią na temat własnego życia seksualnego i robią sobie dobry PR.
Nie jest zatem prawdziwe twierdzenie, że dla ogółu mężczyzn niski body count ma znaczenie i że babki, które mają bogatą przeszłość seksualną mają trudniej na rynku - ja tego nie widzę, ale to nie jest przecież równoznaczne z tym, że jestem obrońcą feminizmu i że zachęcam kobiety do “rozwiązłości” (ich sprawa). O to mniej więcej mi chodziło 🙂
azagoth Ja nie rozmawiam o wizjach tylko o rzeczywistości - skąd takie sugestie?
Chciałem bardziej skupić się na tezie, którą zawarłeś w tytule tego tematu - bo moim zdaniem między pewnymi odłamami redpilla (wciąż twierdzę, że nie jest to jednorodny ruch - co rozwinę za chwilę) a pewnymi odłamami feminizmu istnieje ogromne podobieństwo, wręcz symetria. Nie chciałem dyskutować o tym czy rację ma feminizm czy redpill - różne środowiska tworzą własne opisy rzeczywistości i traktują je jako jedyne prawdziwe. Uwierz mi, że każdy ruch uważa, że pokazuje świat „takim, jaki jest” - mam doświadczenie w dyskusjach z tzw. radykalnymi feministkami i coś o tym wiem. Dlatego nie interesuje mnie tutaj, która narracja jest „bardziej prawdziwa”, tylko jak te narracje w ogóle powstają i dlaczego tak łatwo eskalują konflikt.
azagoth Cała feministyczna narracja to w ogromnej większości fantazje i „jak powinno być” a Ty próbujesz odrócić kota ogonem i sugerujesz, że redpillowi to robią.
Tak jak napisałem powyżej - każde środowisko — czy to redpill, czy feminizm — tworzy własny model rzeczywistości i traktuje go jako „ten prawdziwy”. W swoich skrajnych formach oba zaczynają używać bardzo podobnych mechanizmów: upraszczania, selekcji przykładów, budowania tożsamości wokół konfliktu.
Tak, uważam, że ludzie nazywający siebie “redpillowcami” też tak robią. Podałem przykład z licznikiem, ale jest ich całe mnóstwo - choćby słynna “karuzela kutangów” jako typowy etap w życiu każdej/większości kobiet, reguła Pareto, koncepcja samca alfa i beta, hipergamia jako naturalny kobiecy program czy przekonanie, że wszystkie kobiety mają te same schematy zachowań czy jednorodną naturę. Nie chcę wchodzić w omawianie poszczególnych składowych - zaznaczam tylko, że jest to w mojej ocenie pewna próba opisu rzeczywistości, który Ci właśnie ludzie nazywający siebie “redpillowcami” biorą za samą rzeczywistość, a moim zdaniem jest on bardzo uproszczony, niepełny i dalece niedoskonały, w części to po prostu fantazje i pobożne życzenia 🙂 Nawet często ich przekonania o feministkach są oderwane od rzeczywistości - choćby te dotyczące ich stanu cywilnego i wrogości wobec instytucji małżeństwa, autorki najbardziej mizoandrycznych profili na FB takie jak Mum and the City czy Wiedźma radzi są mężatkami. Nawet Maja Staśko ma męża 😃
azagoth Redpillowi starają się pokazać świat takim, jaki jest naprawdę - jak zrozumieć finanse, politykę, marketing, manipulacje, tworzenie mitów, społeczne programowanie czy związki.
Myślę, że na świadomym poziomie w większości przypadku tak właśnie jest jak piszesz, ale wychodzi to jak wychodzi.
azagoth Używanie słowa „skrajny”, co z jakiegoś powodu wciąż wplatasz, jest czystym wybiegiem erystycznym, mającym pokazać redpillowych w niekorzystnym świetle.
Używam go właśnie po to, żeby nie wrzucać wszystkich do jednego worka. Widzę istotne różnice między choćby Romanem Warszawskim (z którym zgadzam się tak w 60%) a np. Pawłem DSM, z którym zgadzam się ekstremalnie rzadko. Redpill nie jest jednorodny, poszczególni autorzy bardzo potrafią się między sobą różnić.
azagoth W rzeczywistości sam jesteś redpillowy tylko chcesz myśleć o sobie inaczej i być „ponad”, moim skromnym zdaniem. Niemal wszystko, co piszesz to redpillowe widzenie świata ale starasz się na siłę pokazać, że w Twoim wykonaniu to nie redpill tylko coś innego/lepszego.
Mimo, że na obecnym etapie życia unikam dyskusji, w których ktoś próbuje mnie diagnozować czy używa argumentów ad personam to tu chętnie się odniosę.
Uważam się za redpillowca z krwi i kości w pierwotnym rozumieniu tego słowa, na poziomie intencji poznania i akceptacji rzeczywistości.
Dla mnie „redpill” w pierwotnym sensie to nie zestaw gotowych tez o kobietach, relacjach czy czymkolwiek innym, tylko pewna postawa - próba patrzenia na rzeczywistość bez filtrów, kwestionowania oczywistości, sprawdzania różnych perspektyw. Nie znoszę dogmatów, ideologii, niekwestionowanych przekonań, nie lubię zorganizowanych form religii, mam naturę sceptyka, lubię kwestionować, badać różne punkty widzenia, patrzeć na te same rzeczy z bardzo różnych perspektyw. I w tym sensie tak — bliżej mi do tak rozumianego „redpilla” niż do jakiejkolwiek ideologii.
Natomiast to, co dziś często funkcjonuje pod tą nazwą, jest dla mnie czymś innym niż “redpill” — bardziej zamkniętym zestawem przekonań odpornych na falsyfikację, z własnym systemem mechanizmów obronnych (np. każdy próbujący z tym dyskutować dostaje łatkę obrońcy kobiet albo beciaka). I tu dla mnie „szukanie prawdy” zamienia się w kolejną narrację, której się broni zamiast ją sprawdzać, kwestionować, wątpić. To jest antyrozwojowe - daje pewne poczucie bezpieczeństwa i uporządkowania świata, jakieś poczucie kontroli, ale tak naprawdę uwstecznia człowieka, czyni z niego radykała i fundamentalistę. A ja takim postawom jestem przeciwny.
Innymi słowy - tak, masz rację, uważam się za redpillowca, przy czym Paweł DSM, Moda Wysoka, Musisz Wiedzieć i reszta tych polskich kanałów nazywanych dla niepoznaki “redpillowymi” nie jest dla mnie redpillem i nigdy nie będzie redpillem, to po prostu apostołowie pewnej ideologii, użytecznej dla mężczyzn i w jakiejś mierze dla nich pomocnej, zaspokajającej wiele ich potrzeb - coś jak religia katolicka. I spoko, z wiekiem patrzę na to mniej krytycznie niż kiedyś - jeśli to komuś pomaga to niech w to wierzy. Pewne ich twierdzenia są mi bliskie, ale jest ich jednak mniejszość.
Ich sposób opisu rzeczywistości to nie jest jednak moja bajka - i nie dlatego, że uważam się za osobę lepszą, wyższą etycznie, moralnie czy bardziej oświeconą, przeciwnie - jestem zwykłym człowiekiem, który wielu rzeczy nie wie, wciąż szuka, nie mam też żadnego zestawu “nauk” poza takimi podstawowymi, że trzeba dbać o sen, ruch, zdrowo się odżywiać, mieć jakieś bliskie, zaufane relacje, być na siebie uważnym, autorefleksyjnym, szanować się i nie być pizdą 😃
Jeszcze film mojego ziomeczka jako uzupełnienie powyższych moich wywodów: