CampusExplorer Jest. Po prostu obca osoba staje się Nam na tyle bliska, że Nam nie tylko pomoże, ale możemy jej zaufać, czasami bezgranicznie.
Kwestionuję wyłącznie brak granic tego zaufania, a nie jego obecność. Oczywiście, że nim nazwiemy kogoś przyjacielem to zaufanie musi urosnąć, ale ja nie ufam nawet sobie bezgranicznie, a co dopiero innym. Bezgraniczne zaufanie kojarzy mi się zawsze z żyrowaniem kredytu (mój kolega z pracy umoczył tak z “przyjacielem”).
CampusExplorer Ale jest kontynuacja, każdy chce kontaktu i do niego dąży.
Tak. Jak pisałem w podlinkowanym wyżej temacie, spotkałem się już z określaniem przyjaźni w oparciu o skonkretyzowany harmonogram (np. przyjaciel to ktoś kogo widzisz raz na tydzień).
CampusExplorer Szczerze? Mnie to nie przekonuje. Ani doba się nie skróciła, ani dzień pracy. 15 min na 2,3 dni? Znam ludzi, którzy mimo wszystko mają czas. A są i tacy co się nie odezwa sami z siebie.
Zmieniły się priorytety i zainteresowania. Jak poznawałem mojego przyjaciela nie mieliśmy jeszcze własnych rodzin i nie chodziliśmy do pracy tylko wspólnie do szkół. Stąd wiem, że w porównaniu 15 minut raz na trzy dni w biegu pomiędzy innymi (w domyśle ważniejszymi) sprawami jest skrajnie dołujące w kontekście tej przyjaźni. Ale (obok komunikacji telefonicznej) też jest jedynym obecnie sposobem na jej podtrzymanie.
CampusExplorer O i to bardzo. Nawet w pewnym sensie stwierdziłem, że to lepsze niż znajomi z rzeczywistości. Ludzie myśleli podobnie, mieli te same poglądy, upodobania, hobby - jakbyś patrzył w magiczne lustro, które samo kreowalo znajomych. I co najważniejsze byli otwarci.
Niestety po srovidzie jakby wszystko szlag trafił. Na miejsce uśmiechniętych, życzliwych i otwartych ludzi przyszli milczący złośliwi, roszczeniowi i długo by wymieniać.
Ja mam trochę inne doświadczenie. Ludzie zazwyczaj byli szybcy do określania relacji ze mną przyjaźnią, a okazywało się, że za tym uśmiechem kryła się agenda. W podlinkowanym temacie jest również wpis @Johnny w którym wspomina o przyjaźni z kobietą, która po prostu chciał czegoś więcej i jak jej tego nie dał, przyjaźń zniknęła jakby jej nie było.
Po części masz rację, ale twoja percepcja nie definiuje obiektywnej rzeczywistości. Jak na przykładzie z kolegą z pracy, który podżyrował przyjacielowi kredyt: gdy “przyjaciel” uciekł z pieniędzmi to znaczy, że przyjaźń była prawdziwa, ale nie wytrzymała tej próby, czy nigdy nie był jego przyjacielem?
To jest to, co mu doradzał “przyjaciel”. Jak w twoim przykładzie:
CampusExplorer Fałszywe idee - w przypadku opisywanej poprzednio znajomości.
Jeżeli kilka osób pokazuje, że dany coaching to nie to,albo dawny przyjaciel ostrzega Cię przed dana pracą i pokazuje na co zwrócić uwagę, by Cię tam nie oszukali, to jeżeli to zbagatelizowałeś, a okazało się to prawdą, to do kogo można mieć pretensje?
Oczywiście. Niektóre elementy w definicjach się pokryją - inne nie.
Użyłbym słowa parasolowe, ponieważ mieści się w nich każda subiektywna definicja.
CampusExplorer Rozbity samochód nie nadaje się do podróży, należy go naprawić lub wyrzucić. Każdy widzi to tak samo.
Tylko to co dla kogoś oznacza “rozbity” to też jest pewien zakres - subiektywny. W kontekście przyjaźni bardzo ciężko określić ten zakres i zmienia się w czasie wraz z nami. Inaczej przyjaźnisz się z innymi osobami, inaczej gdy masz inny wiek, inaczej gdy masz partnerkę i dziecko itp. To nadal przyjaźń, ale inna.