Ostatnio jak sobie spaceruję, czy jeżdżę po wsiach, widzę dużo żniw, rolników, maszyn na polach.
Ja jestem chłopak z miasta, z blokowiska (mleko jest ze sklepu) - miałem trochę epizodów u babci na wsi, ale nie za dużo.
Kiedyś myślałem o rolnikach, jak o prostych burakach, niepiśmiennych co umiom ino traktorem jeździć i krowy doić.
Po 40-tce, będąc bliżej wsi i rolnictwa, zdałem sobie sprawę, że ci ludzie zapierdalają jak dzicy, mają bardzo dobrze rozplanowany cały rok, mechanizacja rolnictwa to temat rzeka, a bez płodów rolnych, mięsa z krówek i mleka - giniemy z głodu.
Zacząłem kupować jak tylko się da: jajka i soki owocowe prosto od rolnika, powoli patrzę by znaleźć mleko prosto od krowy (to może być szok smakowy), uważam, żeby w sklepach brać warzywa, owoce, mleko, mięso z lokalnych farm dookoła mnie, albo przynajmniej wewnątrz kraju - nie z drugiego końca świata.
Np. zamiast kupować butelkę napoju jabłkowego o składzie woda+sok z koncentratu+regulator kwasowości, biorę sok od rolnika i dolewam kranówy - chyba omijam ze dwa procesy technologiczne.
Temat stał się dla mnie istotny, zacząłem rozumieć protesty rolników, popieram najazd traktorów na Brukselę.
Chodzi mi o rolników mniejszych, nie korporacje żywnościowe mające w portfolio 300.000 hektarów kukurydzy GMO.
Jakie są Wasze ogólne refleksje i doświadczenia z rolnictwem, wsią i uprawianiem własnego ogródka warzywnego albo posiadanie własnych zwierząt hodowlanych?