Teoria już znana i stara niczym świat. Proponuję tutaj jednak nieco szersze spojrzenie niż tylko przez pryzmat relacji.
Miałem kiedyś takiego kolegę, co wszystko, absolutnie WSZYSTKO był w stanie wytłumaczyć za pomocą genów.
Te geny to były takie trochę uniwersalne do z rzucania winy i odpowiedzialności.
Jednak im jestem starszy, tym coraz bardziej zaczynam wierzyć (chociaż nie chce), że jednak geny mają znaczenie.
Ostatnio bardzo dużo facetów w te geny wierzy. Ja nie do końca.
Wiec ta dyskusja. A tylko bardzo proszę, bez pomiarów szczęki, ok? 🤣 Bo tego gówna mam już powyżej głowy.
Zapraszam.