Ale numer, do skakania i treningu puszczałem zazwyczaj energetyczne, głośny power metal albo coś podobnego.
Tym razem miałem nastrój na 10-minutową “Po drugiej stronie świata” Bilińskiego.
Siadło jak sam skurwesyn, spokojnie, rytmicznie przepłynąłem z 9 minut na skakance, jak na mnie rekord.
(Szybciej i tak bym nie dał rady a to genialnie nadawało rytm.)
Ciekawe.
Do rozgrzewki biorę Rapapara, Adelajdę albo “Ona mówi” Łydki Grubasa.
(Ćwiczę i wyobrażam sobie jak biorę w silne ramiona moją nową partnerkę, rapapara, miała ryja jak kopara, mmm, rapapara…)
A do naparzania w wór, ale już końcowe stadium zmęczenia, na rytmiczne proste i sierpowe mam Gender, dobrze perkusja robi: