Ja to zrozumiałem po sobie. Tez przez lata młodości okłamywałem i manipulowałem. Byłem przekonany, że tak wygląda “radzenie sobie z kobietami”, o którym pisze HK, jeśli dobrze go rozumiem. Ale potem podobnych kłamstw i manipulacji doświadczyłem na sobie. To był przełom. Zrozumiałem, że to droga donikąd, jeśli mam poświęcać czas i energię na budowanie czegoś. A zgubnym jest myślenie: ważne, żeby okłamywac tak by nie wyszło, by byc o kłamstwo do przodu przed osobą, którą kantujesz. Gdzie tu wewnętrzna spójność? Jeśli sam sobie nie ufasz, to jak ufać innym? HK pisze, że twardziele z MMA mogą sobie tylko popatrzeć na VD, bo to on ma przywilej bycia z nią. A skąd pewność, że tylko popatrzą skoro dla Ciebie naturalne jest okłamywanie, to może tez naturalnym być, że jestes okłamywany? W końcu kłamstwo staje sie swego rodzajem etosu postepowania z kobietami i moze być trudniej wyczuć kłamstwo z ich strony, bo to coś normalnego, tak trzeba sobie “radzić z kobietami”.
I nie, nie strugam świętojebliwego, nawyki z młodości trudno wykorzenić, ale już nie okłamuje się, że tak trzeba.