YO-l-ON Do rzeczywistości ma się to tak, że- to zależy.
Od tego na ile atrakcyjna to jest kobieta, a na ile wartościowy mężczyzna.
Wypadałoby się też zdecydować, czy rozmowa dotyczy seksu, czy relacji. Powoływanie się na jedno w dyskusji dotyczącej drugiego jest nietrafione.
Seks jest częścią relacji damsko-męskiej i denerwuje mnie, kiedy w zależności od tego jak jest mężczyźnie wygodnie- albo oddziela to jako jakąś niezależną część bytu (jak Ty tutaj i część mężczyzn), bądź kiedy, - gdy go nie ma- nie tylko jest jej częścią, ale jest i jego wypadkową, swego rodzaju wyznacznikiem.
Na coś w życiu się Panowie trzeba decydować.
YO-l-ON Argument dotyczący “wartości” poprzez teoretycznie większą możliwość zdrady i sprowadzanie do tego wartosci w relacji, jest delikatnie ujmując, niedojrzały.
Nie tyle jest niedojrzały, co pragmatyczny, o czym wspominałam przed tą częścią dyskusji. Seks na wyłączność to zaleta, nie wada i tyle, wcześniej- dostępne generalnie tylko w małżeństwie. Jako, że mówimy o mało przyjemnych kwestaich i rozdrabniamy to na atomy, to jest to mało przyjemne. Niestety penis sam w sobie wielkiej wartości nie ma i to męski osobnik bawi się w tańce godowe, nie odwrotnie-, patrz na naturę 😉
Są jeszcze inne powody-jak słusznie zauważyłeś, ale wtedy w ogóle niereformowalny związek przegrywa z pariasem.
Przykład- kiedy jednej stronie medalu zdarzy się naparwdę coś złego (np. choroba), naprawdę sądzisz, że ktoś kto nie chce Ci ślubować bycia z Tobą na dobre i na złe, będzie z Tobą w takim czasie, a nie ucieknie gdzie piperz rośnie przy pierwszej okazji?
Itd., itp.
YO-l-ON Próba się pozycjonowania na zasadzie “wartości”, które niektórzy próbują widzieć tylko z perspektywy niskich instynktów: osławione seks i zasoby?
Pisałam wcześniej, najpierw pragmatyzm, bo słuszę bzdury, gdzie przeciętny facet ma takie samo powodzenie jak przeciętna kobieta (albo o zgrozo, młoda i ładna). A jak omawiać takie kwestie, gdzie zewnętrzny nacisk jest jak najbardziej potrzebny by rozwiązywać problemy?
YO-l-ON Że też tu się redpillowcy nie odzywają.
No przecież się odzywasz.
Jak zawsze, przyczepiasz się do tej strony, której nie trzeba. Nie należę do ludzi, krórzy uświęcają jedzenie ciastka i posiadanie ciastka. Jak widzę głupoty, to staram się je prostować. 😉