aloha A przymus wewnętrzny skąd się bierze? W totalnym oderwaniu od tego z zewnątrz? Wow.
Przymus wewnętrzny, a raczej wewnętrzna potrzeba to realizacja określonych przekonań w pełnej wolności.
Nie ma nic wspólnego z naciskiem zewnętrznym.
Mieszkam daleko od rodziny, w kraju w którym mógłbym totalnie olać większość rzeczy i nikt by mi słowa nie powiedział.
Mimo to dbam o siebie, o moich najbliższych, o pielęgnowanie różnych sfer życia. Piszę o rzeczach które nie zawsze są wygodne, miłe, dają szybką gratyfikację.
Robię tak, bo uznaję że to jest dobre.
Gdyby jednak przyszedł ktoś i próbował mnie w tym ustawiać, mówić mi kiedy i jak mam realizować te sprawy, dla zasady pokazałbym mu środkowy palec.
Tak to działa.
aloha religijność przeszkadza czy pomaga? Czy może twierdzisz, że w oderwaniu od Kościoła
To zależy jaka religijność. Polecam książkę “Patologia Duchowosci” ks Grzywocza. Kościół? O jakim kościele mowa? Instytucji, wspólnocie? Bardziej tym od Franciszka czy ks Rydzyka?
Jak widzisz- to zależy. Jedni do niego garną, inni uciekają. Jedni i drudzy szukają drogi do Boga. Jednym Kościół w tym przeszkadza, innym pomaga.
aloha Jak dziecko ma się uczyć w szkole- nakładasz przymus z zewnątrz czy nie nakładasz?
Piszemy tu o wychowywaniu dzieci czy o podejmowaniu decyzji przez dorosłe osoby?
aloha W pracy masz przymus z zewnątrz czy nie masz? Przeszkadza w osiąganiu wyników, sam z siebie robiłby człowiek więcej?
Nie mam żadnego przymusu w pracy. Robię tyle ile mogę i chcę, sam o tym decyduje w zgodzie ze swoimi celami. Bo tak to sobie ustawiłem już kilkanaście lat temu.
Mógłbym całkiem zrezygnować, takich ludzi też tu znam. Jakoś żyją, to ich wybór.
aloha Idąc taką logiką- śluby w ogóle nie są potrzebne,
Nie są. Ale jeśli ktoś chce- proszę bardzo. Jeśli tacy ludzie wiedzą na co się decydują, kibicuję by się im wiodło.
Też bym chciał, by ludzie mieli sposób na udane życie razem, niechby i pod szyldem ślubu.
By się nie oszukiwali, nie zdradzali, dbali o siebie nawzajem i o swoje dzieci.
Jednak życie pokazuje coś zupełnie innego.
aloha nie - nie widzę Twojego sprzeciwu, ale ja widzę sprzeciw jako coś większego niż “ w sumie, ok róbta co chceta”, rolę adwokata diabła już prędzej mam ja, z całym szacunkiem.
Rolę adwokata diabła? Próbujesz tu walczyć o wartości, ale zaczęłaś w tak beznadziejny sposób, że nawet ja, który te wartości cenię, nie mogłem na to patrzeć.