aloha Cóż, biorąc po uwagę, że małżeństwo ma być “do śmierci” to raczej broni.
Co w takim razie rozumiesz przez rozpad rodziny? Załóżmy rodzina, w której mąż bije żonę i dzieci to już się rozpadła, czy jeszcze nie? A może rozpada się dopiero jak zabije rzeczone dziecko i trafi do więzienia (niedawny przykład z Częstochowy)?
aloha Ja rozumiem umiłowanie twardych lekcji życia, ale bez przesady.
Nie sprawiasz wrażenia, żebyś cokolwiek rozumiała w tym temacie. Nie chodzi o umiłowanie twardych lekcji.
aloha Spróbuj tak dziecko wychowywać, w takich warunkach.
Lepiej je lać - byle w małżeństwie…
aloha Pierwszy, większy problem- i pokusa by zostawić wszystko za sobą, ogromna, niczym nie krępowana. A jak jakaś sympatia się pojawi po drodze? Wytrzymasz tak, nie wiem- 15 lat, tak licząc?
Póki co, wytrzymałem dziesięć. Oceniając po tym, kolejne pięć nie będzie raczej większym problemem (o ile z nieba nie spadnie anioł i nie "ciulnie mie w dekel xD). Co ma mój status małżeński do zakochania? Sugerujesz, że w małżeństwach ludzie nie zdradzają, albo nie zakochują się w innych?
aloha Nie mam doświadczenia w małżeństwie i z tego względu jestem tu idiotą, zdaję sobie z tego sprawę😉, ale mam rodziców- problemy z obu stron rodzin, oboje bezrobotni gdy mama jest ze mną w ciąży, bo ktoś zdecydował się podpalić interes mojego ojca, czołganie po sądach, moje choroby itd- bycie małżeństwem, co w kontekście moich rodziców brzmi- namacalnie- nie dopuszczam rozwodu- pomogło im te czasy przetrwać.
Na ile to wynika z małżeństwa, a na ile z tego, że po prostu chcieli być razem? Ten dowód anegdotyczny świadczy tylko o tym, że jedna para wytrzymała trudności, a nie o wyższości małżeństwa nad związkiem nieformalnym.
aloha naczej byliby po rozpadach jakieś 10 razy, oni sami to wiedzą.
Oni sami tak uważają i oni mogą mieć (w swoim przypadku) rację. Nie znaczy to nic, że ogólnie warto zostawać w małżeństwie/związku.
aloha No i wiem, że miłość to decyzja, ponad wszystko inne.
Jeśli miłość to decyzja to brak miłości również?
aloha To skrajny przypadek, ale może wystąpić i tak, tu widzę furtkę dla rozwodu.
W badaniu przeprowadzonym na zlecenie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej trzydzieści procent – czyli ponad dziewięć milionów – dorosłych Polaków potwierdziło, że było sprawcami przemocy w rodzinie. Siedemnaście procent skrzywdziło bliskich kilka razy, a trzy procent wielokrotnie.
To nie jest skrajny przypadek. To standard. Ludzie się zmieniają - niekiedy skrajnie. Rzadko na lepsze.
aloha Jak wiesz, że najbliższych osób będą dotykać konsekwencje Twoich zachowań przez najbliższe 40 lat, musisz wziąć się za siebie- druga strona też na to naciska siłą rzeczy, a nie ucieka.
Bo np. nałogowi hazardziści z tego słyną, że biorą odpowiedzialność za siebie i bliskich zamiast ich rujnować… Bardziej prawdopodobny jest scenariusz, że staczając się zniszczy jeszcze kogoś, co zresztą sama przyznajesz:
aloha e, bo do następnego związku siebie i tak zabierze.
W mojej rodzinie był taki przypadek. Tam w pomoc była zaangażowana nie tylko najbliższa rodzina, ale i dalsza. Efektem była wieloletnia bieda, samobójstwo najstarszego syna , wiele chorób żony, śmierć samego hazardzisty, choroba psychiczna średniego syna, a najmłodszy syn spłodził dwójkę dzieci z inną nastolatką. Oczywiście zostali zmuszeni do ożenku. Małżeństwo święta rzecz.