JAL YO-l-ON Stary, cały temat tu gdzieś o tym jest.
Zadałem tam o samo pytanie. Nie doczekałem się odpowiedzi,
Odpowiedzi padły, tyle że nie takie jakich oczekiwałeś.
Jeśli dobrze kojarzę, jesteś mężem. Dlaczego tak się stało, jeśli nie daje Ci to żadnych korzyści? Dlaczego wciąż w tym tkwisz?
JAL Miło, że tobie się udało nie zrazić do instytucji małżeństwa (co jest dziwne, ponieważ sam zauważasz kilka zdań później, że przegięto w drugą stronę w dysproporcji praw).
To przegięcie nie oznacza, że z automatu mężczyzna zawsze traci. Tak się może wydawać czytając np fora skupione wokół męskiej perspektywy.
Kiedy ją poszerzyć albo po prostu się rozejrzeć- bywa naprawdę różnie.
Znam wiele przypadków, kiedy straciła kobieta.
Łatwo wtedy powiedzieć, jak wybrała tak ma. Ale to działa w obie strony.
Takie naprawdę wyraźne sytuacje, kiedy mężczyzna traci, w realnym życiu widzę tego naprawdę mało.
Nie uważam by moja sytuacja była dziwna.
Tyle, że jak tu niedawno pisałem, zamiast wchodzić w emocje, mocno się zastanowiłem i poszukałem w tym temacie pomocy, jak zrobić by rozwód przebiegł w miarę ok.
JAL Jednak sytuacja, którą opisujesz:
YO-l-ON W dobrym układzie, kiedy oboje zarabiają podobnie, albo kobieta mniej, ale angażuje się w domu, nikt nie traci. Nawet w przypadku rozwodu.
To bliższe myśleniu życzeniowemu, a nie standardowi relacyjnemu.
Naprawdę tak uważasz? Z moich obserwacji wynika, że to raczej normalne w tych czasach.
JAL Dzieci można spłodzić bez małżeństwa.
Bez kobiety już nie. A niektóre beż małżeństwa sobie tego nie wyobrażają. A małżeństwo, jeśli już, zawieramy nie dla samej idei małżeństwa, tylko żeby być z tą konkretną kobietą.
Zresztą, wielu mężczyzn też chce rodziny i małżeństwa. Ty sam chciałeś.
To, że teraz być może zrobiłbyś inaczej, patrząc na Twoje wypowiedzi, to jedno. Jednak na tamtym etapie życia było inaczej. Co się wydarzyło po drodze? Czy na pewno za wszystko obarczysz żonę?