Żonaty od 5 lat, w związku z żoną od 10.
Po pierwsze primo: #Nieżeńsię 🙂
Jeśli swoje cele możesz osiągnąć bez umowy, nie ma sensu się nią wiązać. Ja byłem przekonany, że nie da się być z kimś długo i spłodzić dzieci. Przykłady naookoło pokazują, że się da. Kij mi w oko. 🙂
Brzytwa Ockhama: Po co komplikować dany układ?
Plusy zawarcia małżeństwa dzielę sobie na społeczne i finansowe.
Mam więcej spokoju, gdy już “oficjalnie zadeklarowałem” wolę pozostania z moją żoną. Rodzina/otoczenie nie szanuje słowa tak jak zaobrączkowania. Do ogłoszenia zamiaru zawarcia ślubu byliśmy ciągłym obiektem prób manipulacji. Żona jako bardziej podatna, po ślubie wyciszyła się i przestała mi suszyć głowę o dodatkową (dla niej dużą) rzecz. Podobnie w przypadku dzieci - dzieci z “nieoficjalnych” związków często są wpędzane w kompleksy przez niepełnosprytnych dorosłych.
W moim przypadku wspólne rozliczenie podatkowe jest korzystniejsze od indywidualnego. U innych bywa, że warunkiem większych inwestycji np. w mieszkanie jest ślub, ale jestem zdania, że wspólny kredyt lepiej wiąże.
Jeśli u kogoś te plusy nie wystarczają, niech się nie żeni.